Archiwum dla Styczeń, 2011

Free day :)

Posted in Music & me on 28 stycznia 2011 by Meg

Czasem trzeba wyluzować, poleniuchować, przygotować  sobie jakiś przysmak w garkuchni, przeczytać 3 rozdziały jakiejś przyjemnej lekturki, posłuchać dobrego Rocka i nie tylko.

aaaaa i jeszcze… zdjąć świąteczne dekoracje

I to właśnie jest mój wolny dzień…

 

 

 

 

Three letters

Posted in Day by day, Music & me on 26 stycznia 2011 by Meg

 

A  Ą  B  C  Ć  D  E Ę  F  G  H  I J  K  L  Ł  M  N Ń  O  Ó  P  Q  R  S  Ś  T  U  V  X  Y  W  Z  Ź  Ż

 

Trzy litery spośród powyższych sprawiły że przeszła mi koło nosa kolejna posadka.

Trzyliterowe słowo w geście protestu przeciw potraktowaniu mnie przedmiotowo.

Czy mężczyźni rozumieją w ogóle coś z tego że nie każdą kobietę można kupić? Że odmowa dotycząca bliższej zażyłości niekoniecznie ma związek z ich atrakcyjnością? Ale cóż takie czasy – najprzyjemniej dostać wszystko na co przyjdzie ochota podane na tacy, przy minimalnym wkładzie własnym…


Czy może ja się mylę ? …my kobiety o wiele lepiej smakujemy podane na ciepło 😉

 

In the time loop

Posted in Day by day, Music & me on 25 stycznia 2011 by Meg

Czasami mam wrażenie że jestem niewolnicą własnych przemyśleń.

Czy nie łatwiej jest funkcjonować dostrzegając tylko podstawowe kolory? Np. biel i czerń, no może jeszcze szary, ale tylko jeden a nie całą paletę jego odcieni.

Postanowiłam czerpać z teraźniejszych wydarzeń to co najlepsze, wyrwać z gardła życia jak najwięcej.

I nauczyłam się mówić „nie”.

Skoro już zakładam maskę może jeszcze warto wejść w rolę? Nauczyć się tych wszystkich tricków? Zacząć czerpać z tego korzyści?

A może takie jest moje prawdziwe ja? Może po to właśnie znalazłam się tu i teraz?

by zrozumieć że obie twarze są prawdziwe…


Katharsis ?

Posted in Day by day on 16 stycznia 2011 by Meg

 

Osobliwym oczyszczeniem była dla mnie bezwzględna bliskość ciał.

Są noce wypełnione po brzegi erotycznymi kadrami w mojej głowie, są poranki gdy ciało kuli się w niespełnieniu, są dni kiedy półświadomie rozchylam usta próbując szeptać czyjeś imię…

Czy bowiem jest coś piękniejszego od chwil,  kiedy naga skóra dotyka nagiej skóry? Coś piękniejszego od drżenia warg, miękkich kolan, od momentów kiedy ciało zaczyna żyć własnym życiem, kiedy zrzucamy z siebie wstyd, oddając się w niewolę pożądaniu by dostrzec rozkosz w oczach kochanka?

Nie jestem stworzona do życia w samotności, o nie.

Wszystkie zmysły napięte do granic…, ale czy potrafię się otworzyć tak dla kogoś z kim miałabym dzielić tylko kilka chwil zapomnienia?

Może powinnam?

Nigdy się tego nie nauczę…

 

Zamiast tego wolę spędzić kilka chwil z zamkniętymi oczyma na huśtawce w bezgwiezdną noc.

 

 

 

„Według Platona, u zarania dziejów istniały tylko istoty dwupłciowe, które w niczym nie przypominały dzisiejszych kobiet i mężczyzn. Jedna szyja podtrzymywała jedną głowę o dwóch twarzach, z których każda patrzyła w innym kierunku. Były niczym bracia syjamscy zrośnięci plecami. Miały dwa narządy płciowe, cztery nogi i cztery ręce.
Lecz pewnego dnia zazdrośni bogowie zdali sobie sprawę, że czterorękie stworzenie jest zadziwiająco pracowite, że dwie pary oczu nieustannie czuwają i trudno podejść je podstępem, cztery nogi bez większego wysiłku mogą długo stać i daleko zajść. Ale najgorsze było to, że istota obdarzona zarówno męskim, jak i żeńskim narządem płciowym była samowystarczalna w rozmnażaniu. Wtedy Zeus, władca Olimpu, rzekł: „Mam pomysł, jak odebrać moc tym śmiertelnikom”. Cisnął piorun i rozpłatał owo stworzenie na pół. Tak narodzili się kobieta i mężczyzna. Wprawdzie liczba ludności na ziemi się podwoiła, ale jednocześnie ludzie poczuli się słabi i zagubieni. Odtąd musieli przemierzać świat w poszukiwaniu swej utraconej połowy, w poszukiwaniu czułego uścisku, w którym mogliby odnaleźć dawną moc, umiejętność obrony przed podstępem, odporność na zmęczenie i wytrwałość w pracy. I ten uścisk, w którym dwa ciała zlewają się na powrót w jedno, nazywamy dziś seksem.”
Paulo Coelho

Acquisition of loneliness

Posted in Day by day, Feelings on 13 stycznia 2011 by Meg

pomimo iż serce tęskni za wiosną, rozum podpowiada że czas zaprzyjaźnić się z samotnością

NIE !!!

rozum nie wygra tej bitwy podstępem

w moich żyłach nadal wiruje krew

w moich cichych oczach błyska iskierka

nadal jeszcze Żyję…   dla Ciebie. (?)

powoli nabieram przekonania – CHCĘ KOCHAĆ  …raz jeszcze

 

 

Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to, czy w życiu kochamy raz, dwa, czy dziesięć razy zawsze stajemy w obliczu nieznanego. Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać do bram raju – ale zawsze gdzieś nas prowadzi. I czas się z tym pogodzić, albowiem jest ona treścią naszego istnienia. Miłości trzeba szukać wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni, tygodni smutku i rozczarowań. Bowiem kiedy wyruszymy na poszukiwanie miłości – ona zawsze wyjdzie nam na przeciw. I nas wybawi.”

— Paulo Coelho

 

only red roses

Posted in Day by day, Feelings on 9 stycznia 2011 by Meg

Kolana mi się ugięły…  i gdyby nie ostatni przyjaciel, który mi pozostał z tamtych dni, który mi towarzyszył, uciekłabym. Mam niezwykłą skłonność do ukrywania na dnie umysłu wszystkich przeszłych chwil cierpienia, inna sprawa że chyba dzięki temu właściwie mam w sobie wolę życia…

Drżącym głosem witałam się ze wspomnieniami, pieszczotą oczu ogarnęłam ten nikły namacalny ślad że był…

I niemy płacz, i pocałunki na czerwonych płatkach róż… tak, róże (i nie jedna) dla Niego jednak były czerwone.

I światełko rozpalone w zapadającym mroku…

Bezdech.

 

 

I tam  uświadomiłam sobie że termin wyznaczonej mi operacji przypadnie w rocznicę Jego śmierci…

 

Rainy desires

Posted in Day by day, Feelings on 7 stycznia 2011 by Meg

Jest tyle pytań których nie mam komu zadać.

Jest tyle wyznań cisnących się na usta.

Maska zaczyna mi ciążyć, brakuje mi bliskości jaką można dzielić tylko z kimś komu ufa się bezgranicznie.

Od kilku dni krąży mi po głowie jedna myśl, upić się, zapomnieć się.

 

Ktoś, kto ostatnio mniej lub bardziej świadomie tchnął w moje życie radość, nagle przybrał odzienie z chmurnej grzeczności. Przez chwilę chciałam protestować, chciałam zapytać o przyczynę. Ale nie, o nic nie będę pytać. Może to i lepiej by każdy poszedł swoją drogą nim cokolwiek jeszcze tak naprawdę się zaczęło… Znów nie wiem za co mnie skazano, ale przyjmę ten wyrok z pokorą… i smutkiem.

 

Gdzieś w środku czuję głód, ale już za kilkanaście minut moja twarz będzie uśmiechniętą, muszę  zdławić tęsknotę za… czułością (?) .