Archiwum dla Luty, 2011

(Not)important questions

Posted in Feelings, Music & me on 19 lutego 2011 by Meg

No. 1

Ostatnio znajomy mnie zapytał czy bardzo ciężko jest być samotną?

– Tak. (odpowiedziałam sama sobie w myślach)

Ale w tej samej  chwili uzmysłowiłam sobie że jest coś gorszego od mojej samotności, tj. trwanie w związku z niewłaściwą osobą. (więc mimo wszystko chyba jestem szczęściarą, bo w ciągu ostatniego półrocza w nic takiego się nie wpakowałam).

 

No. 2

Po kolejnej z rozmów, tym razem z nieznajomym, zastanawiałam się czym jest namiętność? A raczej gdzie tkwi jej źródło? czy jest bardziej powiązana ze sferą naszej fizyczności? czy raczej z tą duchową?

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam wątpliwości iż namiętność ma niewiele wspólnego z pięknem czy ułomnością ciał. Namiętność rodzi się raczej w naszej świadomości i podświadomości, ten element miłosnej gry jest bez wątpienia powiązany z naszym wewnętrznym ukształtowaniem.

 

No. 3

Jakiś czas temu potencjalny kandydat na kogoś bliskiego moim myślom nie mógł zrozumieć dlaczego mam więcej znajomych płci męskiej. Nie umiał przy tym ukryć złośliwości podyktowanej być może rodzącą się zazdrością. Tak czy inaczej przez swoją małostkowość do mego serca nigdy nie dotarł.

Na jego pytanie właściwie nie znajduję odpowiedzi.

 

 

 

 

Reklamy

They listen, They didn’t hear me.

Posted in Feelings on 15 lutego 2011 by Meg

 

Czuję że moje życie stoi w miejscu,

gorzej

ono wspięło się na szczyt równi pochyłej i toczy się w dół.

Przerabiałam to już, przerabiałam…

I to nie ma bynajmniej tym razem nic wspólnego z relacjami damsko – męskimi (aktualnie zamknięty zakątek mego jestestwa).

Bezsilność!  znowu?  niestety…

Analizuję swoją sytuację po raz setny w ostatnich miesiącach: czemu wszystko czego się tknę wali się w ułamkach sekund? czemu nie mogę zaznać przesiąkniętego nudą spokoju?

robię się mniejsza i mniejsza, tylko oczy mam coraz większe

 

;-(

 

 

5 AM

Posted in Day by day, Feelings on 15 lutego 2011 by Meg

Znów świt.

Przede mną kolejny dzień gorzkiej samotności.

Duszę się pod pierzyną niezrozumienia.

Konam…

 

***

 

Czymże jest piękny umysł o którym piszą poeci?

Potrzebuję „złotego strzału” nieświadomości.

 

***

 

Proszę, tym razem niech nikt nie wzywa uzdrowiciela.

 

 

 

 

 

One day 4 love

Posted in Fantasy, Music & me on 13 lutego 2011 by Meg

Wstaję na paluszkach, na tyle wcześnie by Go nie obudzić. Biorę aromatyczną kąpiel, zakładam białą satynową koszulkę, wymykam się do kuchni. Nastawiam ekspres z ulubioną kawą, robię rogaliki z francuskiego ciasta,… czekolady i konfitur. Budzę Go obsypując Jego ciało delikatnymi pocałunkami…
Na stole obok Jego nakrycia leży mały kluczyk przewiązany czerwoną kokardką i z karteczką, a na niej słowami: „Jesteś moim całym Światem, w zamian ja ofiaruję Ci dziś jego cząstkę „. Proszę Go jednak o cierpliwość i zaufanie. Chwila czułości…
Ubieramy się, wsiadamy do auta. Z zawiązanymi apaszką oczami, z kluczykiem w dłoni, podekscytowany, ale niczego w pełni nie świadomy mój Kochany daje się zawieść na lotnisko.
Podchodzimy do jednej ze skrytek On znajduje podręczną torbę spakowaną wcześniej przeze mnie, oraz 2 bilety. Właśnie zaczyna się odprawa naszego lotu…
Nim zdąży ochłonąć jesteśmy już w sercu Francji. W Paryżu dajemy się ponieść nastrojowi chwili: pierwsze pocałunki w paryskiej taksówce, rejs po Sekwanie, spacer wąskimi uliczkami dzielnicy łacińskiej, odpoczynek na ławce przy fontannie świętego Michała gdzie tysiące par przed nami i po nas trzyma się za ręce…
A potem późny obiad w zacisznej restauracyjne, gdzie grają tylko starofrancuskie melodie…
Leniwy powrót wieczornym samolotem do domu.
Ale… to bynajmniej nie koniec. (Tu zawsze można poprosić o pomoc zaufaną przyjaciółkę, która na odpowiedni sygnał zajmie się realizacją dalszej części planu)
Kiedy mój Kochany otwiera drzwi naszego mieszkania, wita go ścieżka ułożona z zapachowych świeczek i białych goździków prowadząca wprost do naszej łazienki. A tam gorąca kąpiel z płatkami róż, 2 kieliszki, butelka schłodzonego francuskiego szampana i banalne truskawki. W tle cicha relaksacyjna muzyka…
W sypialni czeka już chłodna satynowa pościel, a na niej ułożone z tych samych białych goździków: „Je t’aime”…


Tak mógłby wyglądać jeden z naszych dni, gdyby w moim życiu istniał On.

 

 

*   *   *   *   *

 


Virtual day

Posted in Uncategorized on 11 lutego 2011 by Meg

 

 

 

Przypadkiem trafiłam na tą piosenkę, prościutkie słowa, ale jakże prawdziwe.

Czy ktoś z nas wyobraża sobie swój dzień bez kilku, kilkudziesięciu, kilkuset, … kliknięć?

A internetowy romans? Czasem staje się rzeczywisty…

😉   😉   😉

True question

Posted in Feelings, Music & me on 10 lutego 2011 by Meg

 

 

 

Czy istnieje miłość po miłości?

One minute past

Posted in Feelings, Music & me, My Bijous :) on 6 lutego 2011 by Meg

Zastygłam…

…z maszynką do włosów w dłoni…

…a drugą na ramieniu mego synka

 

 

 

Ta sama data, rok temu.

Ta sama nowomodna fryzura.

Co się ze mną dzieje?

Wtedy trzymałam dłoń na innym ramieniu, pierwszy i ostatni raz ścinałam wtedy włosy ukochanego człowieka,

4 dni później ostatni raz trzymałam Go w ramionach.

Gdy ścinałam trzecią maleńką kochaną główkę dłonie mi drżały niemal niedostrzegalnie, a w gardle wzbierał niemy szloch… dlaczego właśnie dziś? dlaczego te same charakterystyczne fryzury? nigdy wcześniej tak nie strzygłam Chłopców.

A jeśli to kolejny znak? jeśli tak to dlaczego nie umiem go odczytać?