Archiwum dla Marzec, 2011

Touch of sun ;)

Posted in Day by day, Feelings on 21 marca 2011 by Meg

Skrada się powoli, pieści mój odsłonięty kark, muska koniuszek nosa, sączy się do uszu, do głowy, niczym okulary 3D sprawia że zaczynam widzieć siebie trójwymiarowo.

Jakiś wewnętrzny spokój i przekonanie że w końcu wiem jak chcę żyć, sprawiają że pozwalam by pierwsze refleksy wiosennego uśmiechu zatańczyły na mej twarzy.

To jedynie oceranie się o samozadowolenie, ale na powrót staję się sobą i sprawia mi to jakąś nieśmiałą satysfakcję.  Dziś żałuję że potrzebowałam aż roku na zozumienie tego co oczywiste – naważniejsze jest bycie sobą. Nawet niedoskonała wersja mnie samej daje mi więcej radości niż udawanie kogoś kim nie jestem. Przez swoje tchurzostwo, brak samoakceptacji omal sama w sobie nie zabiłam tego co najcenniejsze..

 

Another lonely day

Posted in Day by day, Feelings on 11 marca 2011 by Meg

 

 

Kolejny samotny wieczór… taki sam jak wiele innych przed nim.

Kiedy dzieci już śpią, kiedy dom milknie w ciszy, kiedy jak co wieczór w głośnikach budzi się moja muzyka nadchodzą myśli nieproszone, myśli którymi nie mam się z kim podzielić.

Trafiłam do świata gdzie wciąż czuję się obco. Gdzie mężczyźni pod płaszczykiem dobrych manier, pod markowymi perfumami, wyuczonym uśmiechem, skrywają swój egoizm. Gdzie jedyna „przyjaciółka” okazała się być kłamczuchą oszukującą wszystkich dookoła: mnie, męża, kochanka, rodzinę, znajomych… i bardzo szybko o mnie zapomniała, w momencie gdy przestałam być kolejnym szczeblem na jej drabinie kaprysów (pomimo iż wcześniej ze łzami w oczach upewniała się czy będę jej przyjaciółką na dobre i złe).

Kolejny samotny wieczór… w stolicy, gdzie kolorowa masa ludzkich postaci przetacza się po bardziej i mniej modnych klubach, gdzie tysiące osób spotyka się z przyjaciółmi, a reszta spędza czas w swoich domach… Ciekawe ile w tym mieście jest takich okien jak moje, ile osób odczuwa ten osobliwy nastrój, mój nastrój?

Tęsknie za gwarem rozmowy, za ciepłym oddechem, za robieniem czegokolwiek innego niż siedzenie przed laptopem, czytaniem książki, czy oglądaniem TV. Nawet rozkosz moich długich, wieczornych kąpieli stała się jakaś taka pospolita. Potrzebuję świeżości…

 

Packaging

Posted in Day by day on 10 marca 2011 by Meg

Rok temu postanowiłam że będę szczupła. Trzy miesiące zajęło mi zrzucenie prawie 25kg i pewnie schudłabym jeszcze, osiągając wymarzone wymiary gdyby nie fakt że robiłam to całkowicie bez kontroli, niemal głodząc się. Nie wiem w którym momencie zaczęłam odczuwać wyrzuty sumienia z powodu zjedzenia czegokolwiek i bynajmniej nie wymiotowałam – zwyczajnie nie jadłam… Nie odmawiałam sobie jedynie trzech rzeczy: wody, herbaty i czarnej kawy, raz dziennie dorzucając do tego jakiś owoc, warzywo czy 2 plasterki wędliny. W pewnym momencie moje nerki odmówiły współpracy z kimś kto tak bezmyślnie katuje własne ciało. Po pierwszej wizycie w szpitalu nie zmieniłam nic w swoim zachowaniu, dopiero po drugiej wizycie i prawie dwumiesięcznej antybiotykoterapii przestraszyłam się na dobre, aczkolwiek wtedy jednym bólem było dla mnie zjedzenie kilku łyżek zupy czy połowy kromki chleba.

Minął rok od tamtej diety, w tym czasie ze strachu nie odważyłam się odchudzać, nawet przytyłam 2,5kg w okresie jesienno-zimowym. Ale pragnienie bycia piękną i wiara że poprawa wyglądu zewnętrznego da mi nowe możliwości są silniejsze. Znów się odchudzam. Ale tym razem nie działam tak radykalnie, od początku miesiąca schudłam 5 kg stosując coś na kształt diety rozłącznej… Postanowiłam sobie również że będę robić regularne badania krwi i moczu, by kontrolować podstawowe wskaźniki mojego organizmu.

Wiele mówi się o tym że liczy się przede wszystkim piękne wnętrze człowieka, ale mi to przypomina bajeczkę opowiadaną przez bogatych biednym ludziom, bajeczkę o tym że pieniądze szczęścia nie dają… Piękne opakowanie przyciąga wzrok, wabi i mami… Nawet dzieci wolą sok ze sklepu (bo jest w kolorowym kartonie) od soku z malin zrobionego przez kochaną babcię, pomimo że to ten drugi ma pełniejszy smak…

 

Spring, oh it’s you

Posted in Day by day on 4 marca 2011 by Meg

Wystarczy wyjść z domu, spojrzeć na okładki kobiecych czasopism…

Niby coś się zmieniło. Wiosna. Doprawdy? Więc gdzie się podziały te wszystkie dni stycznia, lutego? Przespałam?

Kilka dni temu pierwsze cabrio z otwartym dachem przemknęło mi przed nosem, więc chyba jednak to już.

 

Schudłam 2 kilogramy i tym samym wyrównałam wagę z lata ubiegłego roku – przecież nie wypada prezentować zimowego sadełka kiedy na świecie zrobiło się ciut jaśniej 😉 W zanadrzu jest jeszcze 13kg do zgubienia (co nie przeraża mnie w żaden sposób, bo rok temu wiosną bez problemu pozbyłam się 25 w okresie zaledwie 3 miesięcy).

 

Tylko w moim wnętrzu smutek przetykany jaśniejszymi pasemkami nadziei. Czekam na cieplejszy wiatr, wiatr zmian. Na potwierdzenie że dni, tygodnie autoanalizy miały sens. I na maj… kocham tańczyć boso w majowym deszczu… Tylko czy 30latce będzie jeszcze wypadało?