Archiwum dla Czerwiec, 2011

For my Parents :)

Posted in Feelings, My Bijous :) on 15 czerwca 2011 by Meg

Mamusiu… Tatusiu… podziwiam Was za te wspólnie spędzone 46 lat 🙂

Patrząc na swoich rodziców, na ich piękną miłość mogę powiedzieć śmiało: w jedności siła 🙂

i jak co roku o tej porze jestem wzruszona ich pięknym świętem…

New decade ;)

Posted in Day by day, My Bijous :) on 13 czerwca 2011 by Meg

30 lat minęło…        

a ja?        

nadal chwilami czuję się jak nastolatka…

i nadal nie umiem iść przez życie z kamienną twarzą, bez emocji, bez marzeń, bez pragnień… i bez uśmiechu którym codzień obdarzam to piękno którym się otaczam, chociaż… i smutek i łzy też goszczą w moim życiu równie często (ale to nadwrażliwość na niesprawiedliwość tego świata, na chłód z którym spotkania nikt nie uniknie)

Urodziny wraz z imieninami świętowałam podwójnie, było wszystko oprócz tortu, no ale przecież nie chciałam tortu (i bynajmniej nie z obawy że od ilości świeczek może razić jak łuna), ale… mimo że minęło już kilka dni… tak musi być tort! jak inaczej mam wypowiedzieć swoje maleńkie życzenie? Życzenie tak maleńkie jak mój synek którego dotyczy.

Zastanawiając się dziś nad tym co osiągnęłam, moje myśli mimo że krążą wokół wielu wydarzeń, to z całą pewnością najpiękniejsze co mnie spotkało w życiu to moje Szczęścia Trzy Małe – bez nich nie byłabym sobą, bez nich moje życie byłoby puste… Tak więc dziękuję dziś Bogu (czy też sile wyższej jak kto woli) za te 30 lat, dziękuję za uśmiechnięte dziubki moich Synów i za każdy dzień który jeszcze przed nami

 🙂

Back ???

Posted in Day by day, Feelings on 12 czerwca 2011 by Meg

Wróciłam…

…na chwilę, na moment…

…na wieczność ?

Nie wiem dlaczego ale nie umiałam się dzielić własnymi myślami, 

może nie ufałam sama sobie wierząc że pewne „zmiany” mają trwały charakter.

Ale uwierzyłam, i tak zaczęła się historia z nim w moim życiu:

Jul – kolega z nastoletnich czasów, spotkaliśmy się po 12 latach niewidzenia, tradycyjnie na necie i… rozkwitłam. Przez niego? dla niego? Kwitłam w środku, nie dając mu wszelako namacalnie dowodów nadmiernego zainteresowania jego osobą… Powinnam chyba nadmienić że te 12 lat temu coś się między nami rodziło.. coś co zostało przerwane nagle i boleśnie przez osobę trzecią. Jeszcze nim pokonał dzielące nas kilka tysięcy kilometrów i stanął pewnego majowego wieczoru w moich drzwiach byłam jego.. a kiedy w końcu wypatrzył mnie nim jeszcze wysiadł z taksówki przylgnęliśmy zwyczajnie do siebie bez słów… z jego oczu wyczytałam ogromną radość, tęsknotę, obietnice rozkoszy i bezpieczeństwa. Te dni wypełnione były zapachem sexu, bliskości myśli, nowego rozdziału w życiu nas obojga. Szkoda że nikt nie sfotografował momentu kiedy jakiś czas później żegnaliśmy się na peronie, kiedy On opuszczał mnie by odwiedzić przy okazji wizyty w Polsce rodzinne strony, tego jak całował moją twarz ujętą w swych dłoniach.. Kiedy wieczorem tego dnia zadzwonił i powiedział że nie wraca za granicę poczułam w pełni że jest kimś, z kim chciałabym dzielić swoją rzeczywistość. Nasze rozmowy przez te dni: plany na najbliższą przyszłość, jego pewność że nam się uda, mój strach… i te szczególne (kiedy padają z ust osoby na której nam zależy, w tym przypadku jego) słowa „kocham cię”. I moje oczekiwanie kiedy znów wróci do mego domu, mego życia…, ale w międzyczasie ktoś, coś skorygowało te plany – jakby nigdy nic on się nie pojawił, zamiast tego jego ciało pachnące jeszcze mną posiadła inna kobieta.

 I tu kończy się cała historia, a raczej chyba epizod…

Jul gdziekolwiek jesteś  – trzeciej szansy już nie będzie…