Between Heaven and Hell

Wszystko się zmienia i nic się nie zmienia…

Tkwię na granicy uniesień i samotności.

Fazę łez i goryczy mam już za sobą, każdego dnia mijam nowe twarze, czy to na ulicy, czy w internecie, czasem czyjaś przykuwa moją uwagę na dłużej swym pięknem czy też szpetotą…, czasem to ja również zwracam czyjąś uwagę na dłużej… i to są te maleńkie uniesienia.

Przekonałam się co do jednego: my wszyscy którzy już mamy co nieco za sobą nadal pragniemy kochać, budować nowe życie, ale brak nam wiary w szczerość intencji innej osoby. Zaczynamy żyć niejako uogólnieniami, zbyt ostrożni by odważyć się być w pełni sobą, zbyt czuli na najmniejszy nietakt ze strony partnera…

A ja? Nie zamierzam dołączyć do szarej masy ludzi skrywających się za skorupą złych doświadczeń, za bezpieczną granicą własnych lęków.

Mam dość bezpłciowego, konsumpcyjnego podejścia do świata i ludzi jakie widzę, postanowiłam że przynajmniej wokół siebie czas to zmienić. Wszechstronna generalizacja ludzi i zdarzeń jest zbyt przytłaczająca by ją znieść.

Już wiem że często wystarczy nie oczekiwać zbyt wiele od innej osoby by dostać więcej niż się spodziewałam, a przynajmniej uniknąć rozczarowania. Wystarczy mieć uszy i oczy otwarte by znaleść w każdej nowej znajomości radosną iskierkę do swojej „kolekcji”.

W umiejętności czerpania z małych rzeczy tkwi wielka siła… i wydaje mi się że to właśnie ona pozwala mi nie zwariować kiedy mam te gorsze dni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: