Archive for the Day by day Category

Illusions…

Posted in Day by day on 13 sierpnia 2011 by Meg

Zapomnieć się na chwilę… bezcenne.

(…)

Powrót do rzeczywistości  jest niczym kac.

Kill fear

Posted in Day by day, Feelings on 28 lipca 2011 by Meg

Półtora roku – to wciąż za mało by ktoś pokonał poprzeczkę ustawioną przez Niego…

Czasem myślę że to już… ale kiedy przyglądam się bliżej mężczyznom których poznaję nasuwa się jedno słowo: falstart.

Tak kochałam tylko Jego…

Between Heaven and Hell

Posted in Day by day, Feelings, Music & me on 25 lipca 2011 by Meg

Wszystko się zmienia i nic się nie zmienia…

Tkwię na granicy uniesień i samotności.

Fazę łez i goryczy mam już za sobą, każdego dnia mijam nowe twarze, czy to na ulicy, czy w internecie, czasem czyjaś przykuwa moją uwagę na dłużej swym pięknem czy też szpetotą…, czasem to ja również zwracam czyjąś uwagę na dłużej… i to są te maleńkie uniesienia.

Przekonałam się co do jednego: my wszyscy którzy już mamy co nieco za sobą nadal pragniemy kochać, budować nowe życie, ale brak nam wiary w szczerość intencji innej osoby. Zaczynamy żyć niejako uogólnieniami, zbyt ostrożni by odważyć się być w pełni sobą, zbyt czuli na najmniejszy nietakt ze strony partnera…

A ja? Nie zamierzam dołączyć do szarej masy ludzi skrywających się za skorupą złych doświadczeń, za bezpieczną granicą własnych lęków.

Mam dość bezpłciowego, konsumpcyjnego podejścia do świata i ludzi jakie widzę, postanowiłam że przynajmniej wokół siebie czas to zmienić. Wszechstronna generalizacja ludzi i zdarzeń jest zbyt przytłaczająca by ją znieść.

Już wiem że często wystarczy nie oczekiwać zbyt wiele od innej osoby by dostać więcej niż się spodziewałam, a przynajmniej uniknąć rozczarowania. Wystarczy mieć uszy i oczy otwarte by znaleść w każdej nowej znajomości radosną iskierkę do swojej „kolekcji”.

W umiejętności czerpania z małych rzeczy tkwi wielka siła… i wydaje mi się że to właśnie ona pozwala mi nie zwariować kiedy mam te gorsze dni.

Rain

Posted in Day by day, Fantasy, Feelings on 3 lipca 2011 by Meg

Jest taka droga przesycona gorącym piaskiem,

który pieści mi stopy, lecz parzy mój brzuch…

I nierzeczywisty księżyc

wyostrzający mój wzrok i kpiący z czerwieni mych warg…

Nic nie jest czarne, nic nie jest białe.

Mogłabym przywdziać biel i stać się aniołem,

czy jednak kiedyś nauczę się latać pod osłoną nocy?

Wolność pomieszana z tęsknotą.

I tylko jednemu pozwolę dziś okryć me ramiona mokrym płaszczem,

jednemu pozwolę się smagać kolcami kwiatów które mi ofiarował…

New decade ;)

Posted in Day by day, My Bijous :) on 13 czerwca 2011 by Meg

30 lat minęło…        

a ja?        

nadal chwilami czuję się jak nastolatka…

i nadal nie umiem iść przez życie z kamienną twarzą, bez emocji, bez marzeń, bez pragnień… i bez uśmiechu którym codzień obdarzam to piękno którym się otaczam, chociaż… i smutek i łzy też goszczą w moim życiu równie często (ale to nadwrażliwość na niesprawiedliwość tego świata, na chłód z którym spotkania nikt nie uniknie)

Urodziny wraz z imieninami świętowałam podwójnie, było wszystko oprócz tortu, no ale przecież nie chciałam tortu (i bynajmniej nie z obawy że od ilości świeczek może razić jak łuna), ale… mimo że minęło już kilka dni… tak musi być tort! jak inaczej mam wypowiedzieć swoje maleńkie życzenie? Życzenie tak maleńkie jak mój synek którego dotyczy.

Zastanawiając się dziś nad tym co osiągnęłam, moje myśli mimo że krążą wokół wielu wydarzeń, to z całą pewnością najpiękniejsze co mnie spotkało w życiu to moje Szczęścia Trzy Małe – bez nich nie byłabym sobą, bez nich moje życie byłoby puste… Tak więc dziękuję dziś Bogu (czy też sile wyższej jak kto woli) za te 30 lat, dziękuję za uśmiechnięte dziubki moich Synów i za każdy dzień który jeszcze przed nami

 🙂

Back ???

Posted in Day by day, Feelings on 12 czerwca 2011 by Meg

Wróciłam…

…na chwilę, na moment…

…na wieczność ?

Nie wiem dlaczego ale nie umiałam się dzielić własnymi myślami, 

może nie ufałam sama sobie wierząc że pewne „zmiany” mają trwały charakter.

Ale uwierzyłam, i tak zaczęła się historia z nim w moim życiu:

Jul – kolega z nastoletnich czasów, spotkaliśmy się po 12 latach niewidzenia, tradycyjnie na necie i… rozkwitłam. Przez niego? dla niego? Kwitłam w środku, nie dając mu wszelako namacalnie dowodów nadmiernego zainteresowania jego osobą… Powinnam chyba nadmienić że te 12 lat temu coś się między nami rodziło.. coś co zostało przerwane nagle i boleśnie przez osobę trzecią. Jeszcze nim pokonał dzielące nas kilka tysięcy kilometrów i stanął pewnego majowego wieczoru w moich drzwiach byłam jego.. a kiedy w końcu wypatrzył mnie nim jeszcze wysiadł z taksówki przylgnęliśmy zwyczajnie do siebie bez słów… z jego oczu wyczytałam ogromną radość, tęsknotę, obietnice rozkoszy i bezpieczeństwa. Te dni wypełnione były zapachem sexu, bliskości myśli, nowego rozdziału w życiu nas obojga. Szkoda że nikt nie sfotografował momentu kiedy jakiś czas później żegnaliśmy się na peronie, kiedy On opuszczał mnie by odwiedzić przy okazji wizyty w Polsce rodzinne strony, tego jak całował moją twarz ujętą w swych dłoniach.. Kiedy wieczorem tego dnia zadzwonił i powiedział że nie wraca za granicę poczułam w pełni że jest kimś, z kim chciałabym dzielić swoją rzeczywistość. Nasze rozmowy przez te dni: plany na najbliższą przyszłość, jego pewność że nam się uda, mój strach… i te szczególne (kiedy padają z ust osoby na której nam zależy, w tym przypadku jego) słowa „kocham cię”. I moje oczekiwanie kiedy znów wróci do mego domu, mego życia…, ale w międzyczasie ktoś, coś skorygowało te plany – jakby nigdy nic on się nie pojawił, zamiast tego jego ciało pachnące jeszcze mną posiadła inna kobieta.

 I tu kończy się cała historia, a raczej chyba epizod…

Jul gdziekolwiek jesteś  – trzeciej szansy już nie będzie…

HaPPy EaSTeR :D

Posted in Day by day on 22 kwietnia 2011 by Meg

 

Życzę Wam zdrowych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy. Suto zastawionych stołów, dużo wody w poniedziałek, bogatego zajączka i jak najmilszych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół 🙂