Archive for the Feelings Category

Kill fear

Posted in Day by day, Feelings on 28 lipca 2011 by Meg

Półtora roku – to wciąż za mało by ktoś pokonał poprzeczkę ustawioną przez Niego…

Czasem myślę że to już… ale kiedy przyglądam się bliżej mężczyznom których poznaję nasuwa się jedno słowo: falstart.

Tak kochałam tylko Jego…

Between Heaven and Hell

Posted in Day by day, Feelings, Music & me on 25 lipca 2011 by Meg

Wszystko się zmienia i nic się nie zmienia…

Tkwię na granicy uniesień i samotności.

Fazę łez i goryczy mam już za sobą, każdego dnia mijam nowe twarze, czy to na ulicy, czy w internecie, czasem czyjaś przykuwa moją uwagę na dłużej swym pięknem czy też szpetotą…, czasem to ja również zwracam czyjąś uwagę na dłużej… i to są te maleńkie uniesienia.

Przekonałam się co do jednego: my wszyscy którzy już mamy co nieco za sobą nadal pragniemy kochać, budować nowe życie, ale brak nam wiary w szczerość intencji innej osoby. Zaczynamy żyć niejako uogólnieniami, zbyt ostrożni by odważyć się być w pełni sobą, zbyt czuli na najmniejszy nietakt ze strony partnera…

A ja? Nie zamierzam dołączyć do szarej masy ludzi skrywających się za skorupą złych doświadczeń, za bezpieczną granicą własnych lęków.

Mam dość bezpłciowego, konsumpcyjnego podejścia do świata i ludzi jakie widzę, postanowiłam że przynajmniej wokół siebie czas to zmienić. Wszechstronna generalizacja ludzi i zdarzeń jest zbyt przytłaczająca by ją znieść.

Już wiem że często wystarczy nie oczekiwać zbyt wiele od innej osoby by dostać więcej niż się spodziewałam, a przynajmniej uniknąć rozczarowania. Wystarczy mieć uszy i oczy otwarte by znaleść w każdej nowej znajomości radosną iskierkę do swojej „kolekcji”.

W umiejętności czerpania z małych rzeczy tkwi wielka siła… i wydaje mi się że to właśnie ona pozwala mi nie zwariować kiedy mam te gorsze dni.

Rain

Posted in Day by day, Fantasy, Feelings on 3 lipca 2011 by Meg

Jest taka droga przesycona gorącym piaskiem,

który pieści mi stopy, lecz parzy mój brzuch…

I nierzeczywisty księżyc

wyostrzający mój wzrok i kpiący z czerwieni mych warg…

Nic nie jest czarne, nic nie jest białe.

Mogłabym przywdziać biel i stać się aniołem,

czy jednak kiedyś nauczę się latać pod osłoną nocy?

Wolność pomieszana z tęsknotą.

I tylko jednemu pozwolę dziś okryć me ramiona mokrym płaszczem,

jednemu pozwolę się smagać kolcami kwiatów które mi ofiarował…

For my Parents :)

Posted in Feelings, My Bijous :) on 15 czerwca 2011 by Meg

Mamusiu… Tatusiu… podziwiam Was za te wspólnie spędzone 46 lat 🙂

Patrząc na swoich rodziców, na ich piękną miłość mogę powiedzieć śmiało: w jedności siła 🙂

i jak co roku o tej porze jestem wzruszona ich pięknym świętem…

Back ???

Posted in Day by day, Feelings on 12 czerwca 2011 by Meg

Wróciłam…

…na chwilę, na moment…

…na wieczność ?

Nie wiem dlaczego ale nie umiałam się dzielić własnymi myślami, 

może nie ufałam sama sobie wierząc że pewne „zmiany” mają trwały charakter.

Ale uwierzyłam, i tak zaczęła się historia z nim w moim życiu:

Jul – kolega z nastoletnich czasów, spotkaliśmy się po 12 latach niewidzenia, tradycyjnie na necie i… rozkwitłam. Przez niego? dla niego? Kwitłam w środku, nie dając mu wszelako namacalnie dowodów nadmiernego zainteresowania jego osobą… Powinnam chyba nadmienić że te 12 lat temu coś się między nami rodziło.. coś co zostało przerwane nagle i boleśnie przez osobę trzecią. Jeszcze nim pokonał dzielące nas kilka tysięcy kilometrów i stanął pewnego majowego wieczoru w moich drzwiach byłam jego.. a kiedy w końcu wypatrzył mnie nim jeszcze wysiadł z taksówki przylgnęliśmy zwyczajnie do siebie bez słów… z jego oczu wyczytałam ogromną radość, tęsknotę, obietnice rozkoszy i bezpieczeństwa. Te dni wypełnione były zapachem sexu, bliskości myśli, nowego rozdziału w życiu nas obojga. Szkoda że nikt nie sfotografował momentu kiedy jakiś czas później żegnaliśmy się na peronie, kiedy On opuszczał mnie by odwiedzić przy okazji wizyty w Polsce rodzinne strony, tego jak całował moją twarz ujętą w swych dłoniach.. Kiedy wieczorem tego dnia zadzwonił i powiedział że nie wraca za granicę poczułam w pełni że jest kimś, z kim chciałabym dzielić swoją rzeczywistość. Nasze rozmowy przez te dni: plany na najbliższą przyszłość, jego pewność że nam się uda, mój strach… i te szczególne (kiedy padają z ust osoby na której nam zależy, w tym przypadku jego) słowa „kocham cię”. I moje oczekiwanie kiedy znów wróci do mego domu, mego życia…, ale w międzyczasie ktoś, coś skorygowało te plany – jakby nigdy nic on się nie pojawił, zamiast tego jego ciało pachnące jeszcze mną posiadła inna kobieta.

 I tu kończy się cała historia, a raczej chyba epizod…

Jul gdziekolwiek jesteś  – trzeciej szansy już nie będzie…

I like when a man…

Posted in Fantasy, Feelings on 19 kwietnia 2011 by Meg

Lubię kiedy mężczyzna:

-woli mnie bez makijażu z potarganymi włosami

-kocha mój zapach pozostawiający niedosyt, zachęcający by poczuć go intensywniej

-odróżnia naturalne piękno kobiety od nachalnego sexappealu

-wie, że o byciu damą decyduje wiele niuansów i potrafi je dostrzegać

-ma mądre oczy, rozumie  że nie każdy uśmiech znaczy to samo i nie unika mojego spojrzenia, kiedy zadaję kłopotliwe pytania

-bywa roztargniony, zapomina czegoś, bo przez chwile ważniejszy był drobiazg, czyniący dzień innym od poprzedniego

-nonszalancko trzyma kieliszek z czerwonym winem -zna zasady, lecz nie jest ich niewolnikiem

-pali papierosa idąc ulicą, obserwując niebo ponad głowami przechodniów

-bywa cynicznym złośliwcem i prowokuje mój umysł

-mówi do mnie po imieniu gardząc zwierzęcym arsenałem epitetów

-potrafi na 100  sposobów sprawić, że mam ochotę zedrzeć z niego ubrania i rzucić na niego ani razu nie używając przy tym słowa „seks”

-wie, że ciało kobiety najlepiej poznaje się zmysłami, a nie fiutem, ale mówi „pieprzyć się” zamiast „kochać”
-ma w sobie naiwność chłopca, zamysł mężczyzny

-wie, że to, co przychodzi mu zbyt łatwo, nie było warte starań…

 

Unknown…

Posted in Day by day, Feelings, Music & me on 1 kwietnia 2011 by Meg

Czuję to każdego dnia: tęsknię… za mieszanką wspomnień i tego co jeszcze nieznane.

Boję się, a jednak szukam go wzrokiem ponad głowami tłumu – zwracając się do niego moje wargi będą się miękko układać w przedimek „mój”.

Teraz to sobie przypominam, kiedyś też nie wierzyłam że w moim życiu pojawi się On, a okazało się że życie warto było przeżyć dla zbioru miliardów tych cudownych sekund z Nim. Kiedyś powiedział mi że Jego wcześniejsze życie było pokutą (wszelako otrzymaną uprzednio) za poznanie mnie…

Coś w głebi mnie samej, może ciut mroczna kocia natura, każe mi wierzyć że nieznany za którym tęsknię  również szuka w powietrzu mojego zapachu. Stojąc po dwóch stronach labiryntu chcielibyśmy przeskoczyć mury, lecz rozum podpowiada że trzeba cierpiwie przejść kręte korytarze by spotkać się w jednym z  nich i spróbować (ze starych cegieł, naznaczonych doświadczeniami) wybudować nowy wspólny dom.